Bose Antki

Animozje międzyzabororowe są niezwykle trwałe! Kiedy w poniedziałek, w drodze do Rypina, przekroczywszy już granicę województwa kujawsko-pomorskiego, zadzwoniłem do Zenka, że już jesteśmy w jego stronach, ten lekceważąco odrzekł, że to żadne jego strony, bo, jak rzekł z ukrywaną słabo wzgardą, to jest ciągle Kongresówka. Jego ciotka jeszcze w latach 30. zaszła w ciążę z "bosym Antkiem ", migrantem z ubogiej Kongresówki i rodzina zastanawiała się, czy nie lepiej będzie jeśli zostanie panną z dzieckiem, niż znosić hańbę ożenku z takim kimś. Ślązak, u którego nocowaliśmy w Ostrowitem, też używał terminu Bose Antki, by określić migrantów z Kongresówki, którzy często przechodzili przez zieloną granicę boso, a zarobowiszy  na buty, wracali obutymi, no i jeszcze zostawało na kupno kawałka roli i zapaski kobiecie.
Z Ostrowitego wyjechaliśmy przed 10 rano i od razu dostaliśmy się w bezlitosne objęcia wiejącego w twarz wiatru zachodniego.  W Ugoszczu zajrzeliśmy do zespołu pałacowo parkowego. W latach 1825/6 bywał tam na wakacjach Chopin. A teraz jest Dom Pomocy Społecznej... i dalej w drogę. GPS prowadził nas nawet gminnymi
drogami, niestety cały czas pod wiatr i to bardzo silny. W tych warunkach po prostu wlekliśmy się noga za nogą. Średnia prędkość wychodziła nam bardzo mała, aż wstyd powiedzieć jak mała. Popadywał deszcz... , zrobiłem zdjęcie Frankowi.



To, co unosi się za cysterną w tle, to nie kurz, lecz kurzawa wodna. Przez Toruń przejechaliśmy zatrzymując się tylko na chwilę na starym moście.


Pozowałem do fotografii na tle konstrukcji stalowej, remontowanej przez mego Ojca w 1936/37; pracował tu jako zakuwacz nitów. I powiem, że sprawiło mi niekłamaną przyjemność, takie zatrzymanie się na chwilę przy czymś do powstania lub raczej utrzymania czegoś przyczynił się przed blisko stu laty Ojciec. Przez most przebiliśmy się na zakorkowane Podgórze i dalej wlekliśmy się na Gniewkowo. Lało jak z cebra przy silnym przeciwnym wietrze. Przyznaję, że byliśmy, a zwłaszcza ja, stale jadący przodem, wykończeni zmaganiem się z przeciwnym wiatrem na przestrzeni ponad 400 km! Zmierzchało, wiał silny wiatr w pysk i w tej sytuacji musiałem dać za wygraną i zachowałem się NIESPORTOWO! Zadzwoniłem do Zenka z prośbą by ostatnie 18 km z Płonkowa do Dziemionnt podwiózł nas i rowery. Przejechaliśmy fordem Galaxy ciągnącym przyczepę z naszymi rowerami. Spędziliśmy miły wieczór z Prawdziwymi Przyjaciółmi, ciesząc się Ich prawdziwą życzliwością okazywaną utrudzonym i przemoczonym pielgrzymom. A środa to dzień zasłużonego odpoczynku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Santiago! Daliśmy radę!!!

Pampeluna, Puente la Reina, Estella.